Jako architekt lubię prostotę. Lubie czyste kolory - co wcale nie znaczy, że tylko biały i jego pochodne. Choć kiedyś wydawało mi się, że wnętrze urządzone na biało jest wnętrzem bardzo spokojnym, wyciszającym - aż do pewnego momentu.
Jakiś czas temu wracając z urlopu zawitaliśmy do bardzo dobrze nam znanego mieszkania w Krakowie. Jest to miejsce w którym z Ł. spędziliśmy cały okres studencki. Za czasów naszego urzędowania generalny remont przeszła tylko łazienka, natomiast w ostatnim czasie W., która tam mieszka - zrobiła rewolucje. Po takim czasie należało się!! :)
Mieszkanie jest całe utrzymane w bieli. Ściany (z wyjątkiem jednej, wytargowanej u W. i pomalowanej na szary) są białe, meble są białe.
I tu pada pytanie czy biały jest taki super?
Jest to świetny kolor - pod warunkiem, że jest albo tłem dla innego albo sam w sobie akcentem na intensywnym odcieniu innego koloru. Szczerze - trochę ta biel mnie zmęczyła. Do W. pasuje ona świetnie ale do mnie chyba niekoniecznie. Na pierwszy rzut oka byłam zachwycona! Takie wow!! Ale należy pamiętać, że ja zawitałam do tego mieszkania jako matka z dziećmi! I tu pojawił się problem. Dzieci dla BIELI są zabójcze. Przez 2 dni biegałam za nimi co by nic nie porozlewały gdzieś na ściany..co by - broń boże - nie dotykały ściany rączkami... I dlatego śmiem stwierdzić, że ta biel mnie zmęczyła - pierwszy raz w życiu!! Zaczęłam się czuć - jak to mówią znajomi W. - jak w szpitalu psychiatrycznym.
Owszem białe wnętrza mają swój urok ale to raczej nie dla mnie. Nie potrafię w samej bieli funkcjonować. Przekonałam się o tym gdy tylko wróciłam do domu. Gdy weszłam a na przeciw mnie stanęła CZARNA ściana (!!) poczułam ulgę :) Powrót do kolorowej rzeczywistości był super.
A tu tak poniżej białe wnętrza i kolorowe... A Tobie, do którego jest bliżej??

No i mój wymarzony fotel...zakochana w nim jestem..